W jaki sposób zostałam cudownie ozdrowiona …………

…….. przez szacowny zespół do spraw orzekania o niepełnosprawności. Bo ja od ponad roku już jestem całkowicie zdrowa (przynajmniej wg tych pań które zasiadały w komisji). Nic to że ani cycek mi nie odrósł, ani węzły chłonne, nic to że cały czas jestem pacjentką onkologiczną i jestem pod opieką poradni, nic to że przez te wszystkie lata pojawiły mi się kolejne problemy zdrowotne i jestem pod opieką kolejnych specjalistów. To nie ma żadnego znaczenia. Dla zespołu orzekającego ważne jest że dobrze wyglądam i że pracuję. I tyle.

Ale po kolei. 

Czytaj dalej

Ile kosztuje reklama Fundacji Nasze Dzieci? I po co ona jest? I dlaczego tych wydatków nie możnaby spożytkować w bardziej potrzebny sposób?

Od jakiegoś czasu widzę tę reklamę wszędzie. W różnej postaci, ale jest na każdej ulicy. W tym tygodniu niedaleko miejsca gdzie mieszkam na 500 metrowym odcinku ulicy zobaczyłam 6 bilbordów jeden po drugim, a dziś na dojazdówce do Makro w Ząbkach na 200 metrowej ulicy naliczyłam ich 5. No i tutaj pojawia się pytanie – kto za to płaci? Czy jest to jakaś kampania społeczna? Darmowa? Raczej nie sądzę bo darmowe bilbordy pojawiają się na krótko, a te wiszą już od dobrych kilku tygodni i to w zmiennej formie. Jakie są koszty takiej reklamy?

Czytaj dalej

TBILISI – ostatni etap mojej podróży do Gruzji.

Po zdobyciu Elbrusu, dotarciu do Azau, zjedzeniu czegoś pożywnego, doprowadzeniu się do porządku i po naszej imprezie świętującej wejście na szczyt, trzeba było zacząć się pakować. Wszystkie rzeczy „wysokogórskie” poupychałam do szczelnych foliowych worków z zamiarem wypakowaniach ich dopiero w domu z natychmiastowym włożeniem do pralki. W drodze powrotnej do Kazbegi, w naszej ekipie widać już było to rozprężenie po zejściu z gór. Wszyscy byliśmy już „na luzie” i chcieliśmy jeszcze spędzić razem ten czas który nam został. Ponieważ nie wykorzystaliśmy zapasowego dnia, na ostatniej pożegnalnej kolacji, wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że ten dzień spędzimy w Kazbegi i przeznaczymy go na odpoczynek, zakupy, szwendanie się po miasteczku i po prostu na robienie NIC. Czytaj dalej

KAUKAZ – część II – ELBRUS 5642 m n.p.m.

Po zejściu do Kazbegi czuć było tę ciężką atmosferę, wszyscy czuliśmy taki niedosyt – bo bardzo chcieliśmy ten Kazbek zdobyć. Tak sobie teraz myślę, że gdybyśmy się uparli to część z nas była na tyle mocna, że na pewno dotarłaby na szczyt. Tylko że to wejście to byłaby taka typowa „sztuka dla sztuki”. Zerowa widoczność, mocny wiatr i zacinający śnieg – zbierając to wszystko do kupy – wspinaczka w takich warunkach to żadna przyjemność. Pogoda może być trudna, ale musi być coś widać, bo zdobywanie szczytów w gęstym mleku – przynajmniej dla mnie – mija się z celem. Bo ja idę w góry przede wszytki dla tych pięknych widoków które tam na mnie czekają. Niestety czasem nie mam do nich szczęścia. Tak było kiedy wchodziłam na Gerlach, choć kilka razy chmury się rozwiewały, ale niestety Doliny Wielickiej nie zobaczyłam, tyko Kocioł Batyżowiecki. Kiedy wchodziłam na Krywań świeciło piękne słońce, niestety po kilku godzinach chmury poszły w górę i z pięknego widoku z Krywania zobaczyłam tylko gęste mleko. Teraz już wiem że muszę tam jeszcze wrócić. Na Świnicę wchodziłam trzy razy Czytaj dalej

MÓJ KAUKAZ – część I – KAZBEK 5054 m n.p.m.

Od wielu miesięcy obiecuję sobie że wreszcie dokończę opis mojej wycieczki na Kaukaz i ciągle odwlekam to w czasie, więc może wreszcie warto do tego wrócić. Dlatego też ten świąteczny czas chcę wykorzystać  na nadrabianie wszelkich zaległości, czyli książki, filmy, siedzenie w domu czyli robienie NIC, no i pisanie.

Było już o moich przygotowaniach do wyprawy na Kaukaz, o pakowaniu się i o kwestiach jedzenia w górach. Najwyższa pora napisać o swoich doświadczeniach, czyli o tym jak to w tych górach na prawdę było. Właśnie o doświadczeniach, a nie o szlakach, bo opisów szlaków w sieci są setki, jak nie tysiące. Myślę że moje doświadczenie, wrażenia i to co tam przeżyłam będą ciekawsze.

Czytaj dalej

Tatrzańskie wschody i zachody słońca – TATRY 2020

Kiedy dotarłam do samochodu po mojej niedzielnej ponad 40 kilometrowej wycieczce było już ciemno. Musiałam się jeszcze przez chwilę przebrać i ogarnąć, więc kiedy ruszyłam z Łysej Polany w stronę Zakopanego dochodziła 20.00. Byłam trochę zmęczona i chciałam jak najszybciej dotrzeć do Zakopa żeby odpocząć. Gdy włączyłam telefon, zobaczyłam że Maciek dzwonił do mnie kilka razy. Oddzwoniłam. Okazało się że zamiast czekać na mnie z gorącą herbatą w naszym pensjonacie – jest jeszcze w samochodzie gdzieś na wysokości Warszawy, stoi w ogromnym korku i ma jeszcze do przejechania ok 400 kilometrów. Szybko przekalkulowałam czas i doszłam do wniosku że naszą nocną wycieczkę na Kościelec diabli wzięli. Wykonaliśmy jeszcze kilka telefonów i ustaliliśmy że Kościelec przekładamy na kolejny dzień, a rano zdecydujemy co do wycieczki następnego dnia. Czytaj dalej

TATRY 2020 – moja najdłuższa jak dotąd wędrówka – czyli 42 kilometry w Tatrach Słowackich.

Tegoroczne wakacje były dziwne. Pomijam już fakt, że to co planowałam wzięło w łeb i plany trzeba było szybko zmieniać żeby w ogóle gdzieś na chwilę wyjechać, a i te wyjazdy tak naprawdę cały czas stały pod znakiem zapytania, a właściwie pod znakiem pandemii. Tak minęły obozy moich dzieci (pojadą, nie pojadą, pojadą nie pojadą, pojadą, nie pojadą, pojechały ……), czy nasza szybka decyzja o wyjeździe w Góry Stołowe. Tylko pobyt u ciotki na Mazurach stał się pewnikiem bo to odludzie i ze wszystkich stron tylko lasy i jezioro.

Jednak bardzo brakowało mi gór. Tych prawdziwych, nie pagórków na które można wbiec truchtem. Na początku września stwierdziłam, że muszę w Tatry, po prostu muszę. I koniec. Kropka. Jakoś się ogarnęłam i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu że szybkie i czasem nieprzemyślane decyzje to dobre decyzje jeżeli chodzi o wyprawę w Tatry. Czytaj dalej

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę. Chodzi o to, żeby nauczyć się tańczyć w deszczu.

Kilka dni temu grzebałam sobie na fejsie i wpadły mi w oko właśnie te dwa zdania. Przeczytałam je kilka razy zupełnie bezmyślnie, ale im więcej razy je czytałam, tym bardziej docierało do mnie co te zdania znaczą w tym obecnym, trudnym czasie. 

Myślę że większość z nas przechodzi trudne chwile i nie potrafi odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Czytaj dalej

ŻYCIE W CZASACH ZARAZY

Właśnie mija miesiąc naszej izolacji. Miesiąc od czasu kiedy nasze życie z dnia na dzień zmieniło się o 180 stopni. Pięć tygodni temu chyba nikt nie zdawał sobie sprawy jak ten czas epidemii będzie wyglądał, ale z dnia na dzień szara rzeczywistość zarazy oganiała nas coraz bardziej. Ups, chyba mi wyszło jak początek jakieś tandetnej powieści, a nie o to mi chodziło.

Generalnie to chyba wszyscy mają dość, a cały paradoks polega na tym, że przecież ciągle narzekaliśmy na chroniczny brak czasu i życie w ciągłym biegu. A teraz ? Czytaj dalej

Pacjencie …………………………….. umieraj w ciszy …………………………..

…………… bo rządzący naszym krajem mają cię w głębokiej dupie …….

Że za ostro? Za bardzo dosadnie? sorry ale nie znajduję kulturalnych słów, żeby opisać to co się dzieje w nasze rodzimej onkologii. Z jednej strony rządzący naszym krajem wygaszają peany o tym jaka to świetlana przyszłość przed nią, a z drugiej, słucham lekarzy specjalistów, lekarzy onkologów, którzy na faktach pokazują, że polska onkologia to równia pochyła w dół. Czytaj dalej