Tatrzańskie wschody i zachody słońca – TATRY 2020

Kiedy dotarłam do samochodu po mojej niedzielnej ponad 40 kilometrowej wycieczce było już ciemno. Musiałam się jeszcze przez chwilę przebrać i ogarnąć, więc kiedy ruszyłam z Łysej Polany w stronę Zakopanego dochodziła 20.00. Byłam trochę zmęczona i chciałam jak najszybciej dotrzeć do Zakopa żeby odpocząć. Gdy włączyłam telefon, zobaczyłam że Maciek dzwonił do mnie kilka razy. Oddzwoniłam. Okazało się że zamiast czekać na mnie z gorącą herbatą w naszym pensjonacie – jest jeszcze w samochodzie gdzieś na wysokości Warszawy, stoi w ogromnym korku i ma jeszcze do przejechania ok 400 kilometrów. Szybko przekalkulowałam czas i doszłam do wniosku że naszą nocną wycieczkę na Kościelec diabli wzięli. Wykonaliśmy jeszcze kilka telefonów i ustaliliśmy że Kościelec przekładamy na kolejny dzień, a rano zdecydujemy co do wycieczki następnego dnia. Czytaj dalej

TATRY 2020 – moja najdłuższa jak dotąd wędrówka – czyli 42 kilometry w Tatrach Słowackich.

Tegoroczne wakacje były dziwne. Pomijam już fakt, że to co planowałam wzięło w łeb i plany trzeba było szybko zmieniać żeby w ogóle gdzieś na chwilę wyjechać, a i te wyjazdy tak naprawdę cały czas stały pod znakiem zapytania, a właściwie pod znakiem pandemii. Tak minęły obozy moich dzieci (pojadą, nie pojadą, pojadą nie pojadą, pojadą, nie pojadą, pojechały ……), czy nasza szybka decyzja o wyjeździe w Góry Stołowe. Tylko pobyt u ciotki na Mazurach stał się pewnikiem bo to odludzie i ze wszystkich stron tylko lasy i jezioro.

Jednak bardzo brakowało mi gór. Tych prawdziwych, nie pagórków na które można wbiec truchtem. Na początku września stwierdziłam, że muszę w Tatry, po prostu muszę. I koniec. Kropka. Jakoś się ogarnęłam i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu że szybkie i czasem nieprzemyślane decyzje to dobre decyzje jeżeli chodzi o wyprawę w Tatry. Czytaj dalej

KRYWAŃ 2495 n.p.m. – czyli moje zrealizowane marzenie.

Od czasu kiedy weszłam na Gerlach, mam jakąś dziwną słabość do gór z krzyżem. Nie wiem dlaczego właśnie Krywań stał się dla mnie kolejnym marzeniem. Może dlatego że ta góra ma dla Słowaków szczególne znaczenie, może dlatego że szlak jest długi i męczący, a może właśnie dlatego że wszystkie zdjęcia które obejrzałam mają w sobie jakąś magię. Piękna panorama Tatr i ten krzyż ….. inny niż wszystkie ….

Czytaj dalej

MOJE TATRY 2018 – na razie powrót w doliny – część II

Po zejściu z Orlej potrzebowałam chwilę żeby odsapnąć. Ulokowałam się w schronisku na samej górze na materacu, ale niestety nie było mi dane żeby odpocząć. Młodzież w drugim końcu poddasza urządziła sobie imprezkę i pomimo że zakopałam się w śpiwór i próbowałam nic nie słyszeć, po prostu się nie dało zdrzemnąć nawet na moment. Trudno. Poszłam więc coś zjeść.

Czytaj dalej

MOJE TATRY – 2018 – czyli zrealizowane marzenia …… – część I

W tym roku mój wyjazd w Tatry stanął pod wielkim znakiem zapytania, ze względu na lipcowe górskie powodzie. Zaplanowałam swój wyjazd dokładnie w czasie kiedy Doliną Roztoki płynął potok, a do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów można było się dostać tylko przez Świstówkę. Trochę mi to nie było po drodze, bo chciałam zatrzymać się na kilka dni w Piątce – skończyć Orlą Perć i pochodzić po okolicznych szlakach. Efekt był tego taki, że wylądowałam w Tatrach w zeszły weekend. Też do końca nie wiedziałam co z tego wyjazdu wyjdzie, bo pogoda w tym roku płata nam straszne figle.

No cóż – jak już wielokrotnie mówiłam, trzeba coś zaplanować, żeby potem móc te plany zmieniać. Czytaj dalej

TATRY 2017 – część II – czyli przez Zawrat i Świnicę na …….Słowację.

Po zejściu z Koziego Wierchu poszłam spać. Może nie to, że byłam aż tak bardzo zmęczona, ale chciałam dobrze wypocząć, bo na kolejne dni miałam bardzo konkretne i dość ekstremalne plany. Poszłam spać jeszcze zanim zapadł zmrok, a następnego dnia wstałam niedługo po wschodzie słońca. Ogarnęłam się w miarę szybko i ruszyłam na szlak. Kilka minut po 8.00 zameldowałam się na Zawracie. Czytaj dalej

W krainie Pana Andersena – czyli o tym jak z przygodami dotarliśmy do Odense…..

Kiedy zabrałam Halince ster było już prawie widno. Chwilę po mnie pojawił się Michał, a za chwilę Bożenka. Jak już trochę oprzytomniałam, obejrzałam się za siebie i zobaczyłam widok, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam. Jak otworzyłam paszczę, żeby powiedzieć Bożence, że nie mam jak dostać się do telefonu żeby zrobić zdjęcie, to zauważyłam, że ona znika pod pokładem. Po kilku sekundach pojawiła się z aparatem i został uwieczniony właśnie taki widok.

13434740_1122324854457580_1793529172136446147_n Czytaj dalej