TBILISI – ostatni etap mojej podróży do Gruzji.

Po zdobyciu Elbrusu, dotarciu do Azau, zjedzeniu czegoś pożywnego, doprowadzeniu się do porządku i po naszej imprezie świętującej wejście na szczyt, trzeba było zacząć się pakować. Wszystkie rzeczy „wysokogórskie” poupychałam do szczelnych foliowych worków z zamiarem wypakowaniach ich dopiero w domu z natychmiastowym włożeniem do pralki. W drodze powrotnej do Kazbegi, w naszej ekipie widać już było to rozprężenie po zejściu z gór. Wszyscy byliśmy już „na luzie” i chcieliśmy jeszcze spędzić razem ten czas który nam został. Ponieważ nie wykorzystaliśmy zapasowego dnia, na ostatniej pożegnalnej kolacji, wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że ten dzień spędzimy w Kazbegi i przeznaczymy go na odpoczynek, zakupy, szwendanie się po miasteczku i po prostu na robienie NIC. Czytaj dalej

KAUKAZ – część II – ELBRUS 5642 m n.p.m.

Po zejściu do Kazbegi czuć było tę ciężką atmosferę, wszyscy czuliśmy taki niedosyt – bo bardzo chcieliśmy ten Kazbek zdobyć. Tak sobie teraz myślę, że gdybyśmy się uparli to część z nas była na tyle mocna, że na pewno dotarłaby na szczyt. Tylko że to wejście to byłaby taka typowa „sztuka dla sztuki”. Zerowa widoczność, mocny wiatr i zacinający śnieg – zbierając to wszystko do kupy – wspinaczka w takich warunkach to żadna przyjemność. Pogoda może być trudna, ale musi być coś widać, bo zdobywanie szczytów w gęstym mleku – przynajmniej dla mnie – mija się z celem. Bo ja idę w góry przede wszytki dla tych pięknych widoków które tam na mnie czekają. Niestety czasem nie mam do nich szczęścia. Tak było kiedy wchodziłam na Gerlach, choć kilka razy chmury się rozwiewały, ale niestety Doliny Wielickiej nie zobaczyłam, tyko Kocioł Batyżowiecki. Kiedy wchodziłam na Krywań świeciło piękne słońce, niestety po kilku godzinach chmury poszły w górę i z pięknego widoku z Krywania zobaczyłam tylko gęste mleko. Teraz już wiem że muszę tam jeszcze wrócić. Na Świnicę wchodziłam trzy razy Czytaj dalej

MÓJ KAUKAZ – część I – KAZBEK 5054 m n.p.m.

Od wielu miesięcy obiecuję sobie że wreszcie dokończę opis mojej wycieczki na Kaukaz i ciągle odwlekam to w czasie, więc może wreszcie warto do tego wrócić. Dlatego też ten świąteczny czas chcę wykorzystać  na nadrabianie wszelkich zaległości, czyli książki, filmy, siedzenie w domu czyli robienie NIC, no i pisanie.

Było już o moich przygotowaniach do wyprawy na Kaukaz, o pakowaniu się i o kwestiach jedzenia w górach. Najwyższa pora napisać o swoich doświadczeniach, czyli o tym jak to w tych górach na prawdę było. Właśnie o doświadczeniach, a nie o szlakach, bo opisów szlaków w sieci są setki, jak nie tysiące. Myślę że moje doświadczenie, wrażenia i to co tam przeżyłam będą ciekawsze.

Czytaj dalej

Tatrzańskie wschody i zachody słońca – TATRY 2020

Kiedy dotarłam do samochodu po mojej niedzielnej ponad 40 kilometrowej wycieczce było już ciemno. Musiałam się jeszcze przez chwilę przebrać i ogarnąć, więc kiedy ruszyłam z Łysej Polany w stronę Zakopanego dochodziła 20.00. Byłam trochę zmęczona i chciałam jak najszybciej dotrzeć do Zakopa żeby odpocząć. Gdy włączyłam telefon, zobaczyłam że Maciek dzwonił do mnie kilka razy. Oddzwoniłam. Okazało się że zamiast czekać na mnie z gorącą herbatą w naszym pensjonacie – jest jeszcze w samochodzie gdzieś na wysokości Warszawy, stoi w ogromnym korku i ma jeszcze do przejechania ok 400 kilometrów. Szybko przekalkulowałam czas i doszłam do wniosku że naszą nocną wycieczkę na Kościelec diabli wzięli. Wykonaliśmy jeszcze kilka telefonów i ustaliliśmy że Kościelec przekładamy na kolejny dzień, a rano zdecydujemy co do wycieczki następnego dnia. Czytaj dalej

TATRY 2020 – moja najdłuższa jak dotąd wędrówka – czyli 42 kilometry w Tatrach Słowackich.

Tegoroczne wakacje były dziwne. Pomijam już fakt, że to co planowałam wzięło w łeb i plany trzeba było szybko zmieniać żeby w ogóle gdzieś na chwilę wyjechać, a i te wyjazdy tak naprawdę cały czas stały pod znakiem zapytania, a właściwie pod znakiem pandemii. Tak minęły obozy moich dzieci (pojadą, nie pojadą, pojadą nie pojadą, pojadą, nie pojadą, pojechały ……), czy nasza szybka decyzja o wyjeździe w Góry Stołowe. Tylko pobyt u ciotki na Mazurach stał się pewnikiem bo to odludzie i ze wszystkich stron tylko lasy i jezioro.

Jednak bardzo brakowało mi gór. Tych prawdziwych, nie pagórków na które można wbiec truchtem. Na początku września stwierdziłam, że muszę w Tatry, po prostu muszę. I koniec. Kropka. Jakoś się ogarnęłam i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu że szybkie i czasem nieprzemyślane decyzje to dobre decyzje jeżeli chodzi o wyprawę w Tatry. Czytaj dalej

Moje Kaukaskie menu, czyli co jadłam w Gruzji i wysoko w górach.

Kwestia mojego jedzenia w górach zawsze jest dla mnie wyzwaniem. Nawet chodząc po Tatrach szczegółowo planuję co zabrać, żeby za dużo nie dźwigać na placach, ale z drugiej strony, żeby zawsze mieć coś pożywnego do przegryzienia. Tylko, że w Tatrach nie ma z tym zbyt dużego problemu, bo zawsze gdzieś można znaleźć jakieś schronisko gdzie zostaniemy nakarmieni. Problem pojawia się gdy jedziemy gdzieś daleko i przez jakiś czas nie mamy dostępu do cywilizacji. Tak właśnie było z moją zeszłoroczną wyprawą na Kaukaz. Po ogarnięciu wszystkich problemów związanych ze skompletowaniem odpowiedniego ubrania i kupnem potrzebnego sprzętu, przyszedł moment kiedy zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym co ja tam będę jeść ……… Czytaj dalej

Co zabrałam i jak się spakowałam na wyprawę na moje pierwsze 5000 m n. p. m. – czyli na Kazbek i Elbrus.

Zanim 10 lipca wsiadłam do samolotu do Tbilisi pozostało mi jeszcze “tylko” się spakować. No i właśnie nie wiem „tylko” czy „aż”, bo od wielu dni składałam na różne „kupki” rzeczy do zabrania na tę wyprawę. Jedne „kupki” miałam w domu, inne w pracy. Gdy na trzy dni przed wyjazdem to wszystko wylądowało na mojej podłodze w salonie i gdy popatrzyłam na ilość rzeczy które powinnam zabrać, to prostu stwierdziłam, że nie jadę – bo nie było żadnej opcji, żeby tę ilość bagażu upchnąć w dwa plecaki – po prostu NO WAY.

Czytaj dalej

KAUKAZ – czyli jak to było z tą moją wyprawą na Dach Europy.

Szczerze mówić to nie bardzo pamiętam, kiedy w mojej głowie zrodziła się myśl żeby wspiąć się na jakieś wyższe góry a nie tylko na szczyty tatrzańskie. Czy to było po wejściu na Rysy, Świnicę, Koprowy czy na Krywań? czy wspięciu się na Przełęcz pod Chłopkiem, która była dla mnie dużym wyzwaniem? czy po tym jak weszłam na Grelach? czy po przejściu Orlej Perci? tak naprawdę to chyba nie ma to aż takiego znaczenia. W każdym razie kilka lat temu przemknęło mi przez myśl, że chciałabym pójść gdzieś wyżej. W sferze marzeń mam kilka szczytów które chciałabym zdobyć i być może zostaną już one tylko marzeniami, ale te kilka lat temu stwierdziłam, że Kaukaz to może być całkiem realne marzenie. A skoro Kaukaz to oczywiście Elbrus, czyli 5642 m. n.p.m. Czytaj dalej

Dlaczego zakochałam się w Omanie ………..

Czy średnio przeciętny człowiek wie gdzie leży Oman? Myślę, że znajdzie się wiele osób, które nie zdają sobie sprawy z tego że taki kraj w ogóle istnieje. Przyznam się że nigdy nie czułam potrzeby zgłębiania informacji o Omanie, że o podróży do tego kraju nie wspomnę, aż do chwili gdy zaplanowałam podróż do Dubaju. W każdym przewodniku o Dubaju, znajdziecie jakieś informacje o Omanie. Czasem jest to tylko niewielka wzmianka, na przykład krótka wycieczka z Dubaju, lub opis meczetu w stolicy Omanu, lub jakieś informacje o miastach, bazarach, kadzidłach czy miejscach które są warte zobaczenia. Czytając te szczątkowe opisy, po jakimś czasie zaczęłam szukać bardziej szczegółowych informacji o tym kraju, a im więcej o nim czytałam, tym bardziej nabierałam przekonania, że muszę tam pojechać. Po krótkiej dyskusji z Andrzejem, postanowiliśmy, że przedłużymy naszą wyprawę i z Dubaju pojedziemy do Omanu.

Czytaj dalej

WYMARZONY DUBAJ …………

…….. tylko dlaczego wygląda on zupełniej inaczej niż na kolorowych folderach i zdjęciach w sieci?

Z czym Wam się kojarzy Dubaj? Takie pierwsze wrażenie? Wieżowce? Najwyższe na świecie skyscrapers? Piękne widoki? Krajobrazy? Na pewno sztuczne wyspy – „Palma” i „The World” – czyli archipelag wysp w kształcie świata. Na pewno hotel Burj Al Arab, potocznie nazwany „Żaglem” – jeden z najbardziej luksusowych hoteli na świecie. Na pewno Burj Kalifa czyli najwyższy budynek świata. I największe na świecie centra handlowe z narciarskim kompleksem Ski Dubaj w największym z nich czyli w Mall of Emirates.

Czytaj dalej