ZASZCZEPIŁAM SIĘ PO RAZ TRZECI – DLACZEGO ……???

…….no właśnie dlaczego? Powodów jest wiele, ale zanim o nich napiszę – kilka słów wyjaśnienia. Otóż zarzucono mi ostatnio – zresztą nie po raz pierwszy – że pisząc o swoich kolejnych dawkach szczepionek przeciwko covid, publikując swoje zdjęcia, publikując certyfikat szczepienia, namawiam do szczepień, agituję i robię kryptoreklamę. Chciałabym coś wyjaśnić. Nie agituję, nie namawiam, nie reklamuję (choć szczerze mówiąc zaczęłam się właśnie zastanawiać, że może powinnam to zacząć robić), po prostu dzielę się swoimi spostrzeżeniami, przemyśleniami i doświadczeniami, i właśnie przez to chciałabym do szczepień zachęcać.

Przez te ponad półtora roku odkąd koronawirus zagościł w naszym świecie, nie złapałam covida. Z czego to wynikało – nie wiem, może fakt mojego funkcjonowania „na dystans” (choć nie zawsze się dawało), noszenia maseczki w miejscach publicznych (ok, czasem to była chusta czy bandana), i nie łażenia w duże skupiska ludzi, zwłaszcza tych nieprzestrzegających obowiązujących reguł pandemicznych. Tak przetrwałam do lutego, bo wtedy zaszczepiłam się po raz pierwszy. Ostatnią osobą zaszczepioną w naszej rodzinie była moja 15-letnia córka, ale ona zarejestrowała się w pierwszym dniu wprowadzenia szczepień dla nastolatków czyli w czerwcu.

Wracając do pytania „dlaczego”, powinnam tutaj wymienić te wszystkie argumenty, o których pisałam w moim marcowym tekście, ale dziś jest tych argumentów sporo więcej.

Szczerze mówić, nie sądzę że ci którzy nie chcą się szczepić przeczytają ten tekst do końca, ale kilkoma moimi obserwacjami odnośnie anty-szczepionkowców chciałabym się z Wami podzielić. Wśród moich bliskich przyjaciół i znajomych zdecydowana większość jest zaszczepiona, już nawet trzecią dawką przypominającą. Ale niestety mam też wśród znajomych i anty-szczepionkowców. Staram się znaleźć jakiś wspólny mianownik który by do nich pasował i wychodzi mi przede wszystkim to, że są to ludzie niewykształceni, albo ogólnie mówiąc mało obyci w świecie – nie mówiący w żadnym obcym języku, a co za tym idzie nie czytający obcojęzycznej prasy, artykułów, nie oglądający obcojęzycznych programów, a wiedzę o otaczającym nas świecie czerpią tylko z tego u słyszą w naszych mediach. Nie chcę tutaj nikogo obrażać, ani niczego uogólniać, to są MOJE obserwacje w MOIM otoczeniu.

Z wielką uwagą od początku pandemii śledziłam i śledzę nadal to co dzieje się w innych krajach które lepiej czy gorzej radzą sobie z koroną. Izrael, Skandynawia, UK, Stany Zjednoczone, Kanada, inne kraje europejskie, czy Ameryka Południowa, w której pandemia kwitnie i nie wiem kiedy uda się ją jakoś okiełznać. W wielu tych krajach mam znajomych i nie ukrywam, że czasem wymieniamy poglądy na temat sytuacji pandemicznej, więc mam też wiadomości można powiedzieć w pierwszej ręki. Tylko że praktycznie wszyscy moi znajomi żyjący gdzieś w świecie są zaszczepieni. Bo w wielu miejscach na świecie bycie zaszczepionym umożliwia w miarę normalne życie i funkcjonowanie.

Dwa tygodnie temu wróciłam z Irlandii. Poleciałam tam tylko dlatego że byłam zaczepiona. To znaczy pewnie bez szczepienia też bym poleciała, ale koszty testowania mnie w trakcie pobytu byłyby całkiem spore, a ja za bilet do Belfastu zapłaciłam 19 zł, a za powrotny z Dublina 12 euro. Mnóstwo czasu spędziłam tam w pubach, do których wchodziłam tylko dlatego że miałam certyfikat szczepienia. Oczywiście każdy może się napić piwa na zewnątrz, ale stojąc na zimnie i często w deszczu trudno się dobrze bawić. Rozmawiałam z wieloma tubylcami, Irlandczykami, którzy opowiadali mi że ich największą tragedią pandemiczną było zamknięcie pubów i knajp podczas wiosennej fali pandemii. W przeciągu kilku tygodni abstynencji od wieczornego imprezowania, co jest głównym zajęciem Irlandczyków i ich narodowym nawykiem po wyjściu z pracy, ruszyli oni tłumnie żeby się zaszczepić i móc wrócić do życia towarzyskiego w pubach i barach. W tej chwili osoba zaszczepiona w Irlandii wejdzie wszędzie, a niezaszczepiana musi mieć negatywny wynik testu…. albo zostaje na zewnątrz.

Na Malcie gdzie byłam w czerwcu w każdym hotelu, knajpie, barze, czy pubie pytano mnie o szczepienie i proszono o zapisanie numeru telefonu na wszelki wypadek. W sierpniu pojechałam na weekend do Berlina. Bez certyfikatu, nie mogłabym zatrzymać się w żadnym hotelu, nie zwiedziłabym Bundestagu i lotniska Tempelhof, nie zwiedziłabym żadnego miejsca, które jest miejscem „pod dachem” czyli tam gdzie wchodzi się do wewnątrz. Reasumując – moje szczepienia dały mi możliwość podróżowania, czyli realizowania moich pasji.

Ale możliwość podróżowania nie była moim głównych argumentem co do zaszczepienia się – to wyszło tak trochę przy okazji. Moim głównym argumentem był i jest fakt, że taki jest mój psi obowiązek jako Polki, jako kobiety, jako matki, jako osoby pracującej z ludźmi, a do tego w oświacie i wśród dzieci, robiącej zakupy w molochach, mającej w rodzinie osoby starsze, chorujące na choroby przewlekłe, jako osoby mającej dzieci i kontaktującej się z większą ilością młodzieży, jako osoby żyjącej w tym kraju, jako osoby chcącej aby życie jak najszybciej wróciło do normalności. Fakt że jestem zaszczepiona pozwala mi z czystym sumieniem spotykać się z ludźmi bo wiem że zrobiłam wszystko aby ochronić siebie i innych.

Tak wiem, już mi za chwilę ktoś zarzuci że sieję propagandę i gadam jak nakręcona. Nie ja po prostu jestem taką popieprzoną pragmatyczką która wierzy w medycynę, w jej postęp, słucham tych mądrych ludzi którzy mają coś w tej kwestii do powiedzenia, a przede wszystkim wyciągam wnioski z tego co słyszę i co widzę wokół mnie. A co takiego się dzieje wokół mnie?

W ostatnich dniach lawinowo rośnie ilość zakażeń. A tymi zakażonymi są głównie osoby niezaszczepione i to głównie one trafiają do szpitali i one umierają. Już od kilku dni słyszę, że szpitale zaczynają ograniczać liczbę przyjęć. Znowu osoby covid-pozytywne wypierają ze szpitali innych chorych. Znowu zaczyna brakować miejsc w szpitalach, znowu przekłada się operacje planowe, znowu przechodzimy na telefoniczne wizyty u lekarza, znowu brakuje lekarzy którzy powinni zająć się pacjentami onkologicznym, kardiologicznymi, urologicznymi, pulmonologicznymi, pacjentami po przeszczepach i wszystkimi innymi, którzy odkładani są na dalszy plan, no bo przecież mamy kolejną falę. To dzięki anty-szczepionkowcom mamy tę kolejną falę, to właśnie oni przyczyniają się do jej natężenia i to dzięki nim mamy coraz więcej zgonów. Skoro ci ludzie nie chcą się szczepić i nie wierzą w pandemię, to dlaczego tak często lądują w szpitalach i to często pod respiratorem?

Od marca zeszłego roku pochowałam 17 osób. Nie we wszystkich pogrzebach wzięłam udział, po prostu nie dałabym rady psychiczne. Niektóre z tych osób które odeszły były osobami starszymi, chorowały na choroby przewlekłe, ale gro z nich mogłoby jeszcze trochę pożyć, gdyby był lepszy dostęp do lekarzy, gdyby szpitale nie były tak przepełnione, gdyby można było się zająć ich leczeniem, a nie traceniem czasu na procedury covidowe. Na ile pandemia wpłynęła na śmierć tych osób? Wiem, że to pytanie retoryczne, i o ile w zeszłym roku nie mieliśmy jeszcze środków na powstrzymanie pandemii, tak teraz możemy poprzez szczepienia mieć wpływ na powstrzymywanie kolejnej fali, a szpitale mogłyby leczyć ludzi chorych na inne choroby, nie tylko pacjentów covidowych. Czytałam ostatnio, że jakiś azjatycki kraj chce wprowadzić odpłatne leczenie dla osób niezaszczepionych, bo blokują miejsca w szpitalach. Może jest to niehumanitarne, ale dające do myślenia.

Patrzę na ludzi którzy przechorowali covida. Patrzę i widzę ich problemy zdrowotne, które miesiącami nie ustępują, problemy z płucami, z oddychaniem, chronicznym zmęczeniem, zmiany które utrudniają życie, z którymi trudno jest sobie poradzić, zmiany które ustępują bardzo powoli.

Powtórzę jeszcze raz to co powiedziałam już kilka miesięcy temu. Postęp medycyny, wynalezienie i ulepszanie leków, wynalezienie szczepionek i szczepienia masowe w drugiej połowie XX w wyeliminowały wiele chorób zakaźnych, właśnie tych chorób które teraz wracają. Wracają dzięki ruchom anty-szczepionkowym. Ale nasza odporność stadna spada, jesteśmy coraz słabsi, coraz bardziej podatni na choroby, a postęp cywilizacyjny, zmiany klimatyczne, powietrze jakim oddychamy, coraz bardziej zmodyfikowana i przetworzona żywność nam niestety nie pomagają. To my jako osoby żyjące w krajach rozwiniętych (choć miłościwie nam panujący twierdzą że my się dopiero rozwijamy), powinnyśmy dawać dobry przykład jak radzić sobie w postępującymi chorobami i jak chronić siebie i swoich bliskich przed kolejnymi wirusami czy bakteriami, bo niestety wiele z nich zostanie już z nami na długie lata.

Mam znajomą z Ukrainy, która ciągle podsyła mi jakieś filmiki rosyjskich uzdrowicieli, namawiających do ignorowania szczepionek i postępu medycyny. Proszę ją żeby tego nie robiła bo nie mam czasu na oglądanie pseudo lekarzy, ale ona z uporem maniaka robi to cały czas. No cóż, na naszym rodzimym podwórku też mamy szereg uzdrowicieli leczących raka witaminą C, namawiających do rezygnacji z chemii, z naświetlań. Z kampanią anty-szczepionkową jest podobnie. Ale każdy z nas musi sam zdecydować czy wierzymy w medycynę czy w nadal bawimy się w metody stosowane w średniowieczu, chociaż wiemy już że metoda na dwie zdrowaśki do pieca niestety się nie sprawdziła ….

Życzę Wam dużo zdrowia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *