TATRY 2020 – moja najdłuższa jak dotąd wędrówka – czyli 42 kilometry w Tatrach Słowackich.

Tegoroczne wakacje były dziwne. Pomijam już fakt, że to co planowałam wzięło w łeb i plany trzeba było szybko zmieniać żeby w ogóle gdzieś na chwilę wyjechać, a i te wyjazdy tak naprawdę cały czas stały pod znakiem zapytania, a właściwie pod znakiem pandemii. Tak minęły obozy moich dzieci (pojadą, nie pojadą, pojadą nie pojadą, pojadą, nie pojadą, pojechały ……), czy nasza szybka decyzja o wyjeździe w Góry Stołowe. Tylko pobyt u ciotki na Mazurach stał się pewnikiem bo to odludzie i ze wszystkich stron tylko lasy i jezioro.

Jednak bardzo brakowało mi gór. Tych prawdziwych, nie pagórków na które można wbiec truchtem. Na początku września stwierdziłam, że muszę w Tatry, po prostu muszę. I koniec. Kropka. Jakoś się ogarnęłam i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu że szybkie i czasem nieprzemyślane decyzje to dobre decyzje jeżeli chodzi o wyprawę w Tatry. Czytaj dalej

KRYWAŃ 2495 n.p.m. – czyli moje zrealizowane marzenie.

Od czasu kiedy weszłam na Gerlach, mam jakąś dziwną słabość do gór z krzyżem. Nie wiem dlaczego właśnie Krywań stał się dla mnie kolejnym marzeniem. Może dlatego że ta góra ma dla Słowaków szczególne znaczenie, może dlatego że szlak jest długi i męczący, a może właśnie dlatego że wszystkie zdjęcia które obejrzałam mają w sobie jakąś magię. Piękna panorama Tatr i ten krzyż ….. inny niż wszystkie ….

Czytaj dalej

MOJE TATRY 2018 – na razie powrót w doliny – część II

Po zejściu z Orlej potrzebowałam chwilę żeby odsapnąć. Ulokowałam się w schronisku na samej górze na materacu, ale niestety nie było mi dane żeby odpocząć. Młodzież w drugim końcu poddasza urządziła sobie imprezkę i pomimo że zakopałam się w śpiwór i próbowałam nic nie słyszeć, po prostu się nie dało zdrzemnąć nawet na moment. Trudno. Poszłam więc coś zjeść.

Czytaj dalej

MOJE TATRY – 2018 – czyli zrealizowane marzenia …… – część I

W tym roku mój wyjazd w Tatry stanął pod wielkim znakiem zapytania, ze względu na lipcowe górskie powodzie. Zaplanowałam swój wyjazd dokładnie w czasie kiedy Doliną Roztoki płynął potok, a do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów można było się dostać tylko przez Świstówkę. Trochę mi to nie było po drodze, bo chciałam zatrzymać się na kilka dni w Piątce – skończyć Orlą Perć i pochodzić po okolicznych szlakach. Efekt był tego taki, że wylądowałam w Tatrach w zeszły weekend. Też do końca nie wiedziałam co z tego wyjazdu wyjdzie, bo pogoda w tym roku płata nam straszne figle.

No cóż – jak już wielokrotnie mówiłam, trzeba coś zaplanować, żeby potem móc te plany zmieniać. Czytaj dalej

TATRY 2017 – cz. III – Hilińska Dolina, Koprowy, Rysy i powrót na polską stronę…….

Obudziłam się dokładnie o 5.00 rano, zjadłam śniadanie i ogarnęłam moje „legowisko”. Decydując się na spanie „na dziko” miałam trochę wątpliwości jak to będzie, ale podobno zawsze musi być ten pierwszy raz. Nikt na mnie nie napadł, dzikie zwierzęta też mnie nie dopadły. Rano odwiedziła mnie tylko polna myszka. Bałam się trochę czy nie zmarznę, Czytaj dalej

TATRY 2017 – część II – czyli przez Zawrat i Świnicę na …….Słowację.

Po zejściu z Koziego Wierchu poszłam spać. Może nie to, że byłam aż tak bardzo zmęczona, ale chciałam dobrze wypocząć, bo na kolejne dni miałam bardzo konkretne i dość ekstremalne plany. Poszłam spać jeszcze zanim zapadł zmrok, a następnego dnia wstałam niedługo po wschodzie słońca. Ogarnęłam się w miarę szybko i ruszyłam na szlak. Kilka minut po 8.00 zameldowałam się na Zawracie. Czytaj dalej

TATRY 2017 – część I – czyli moja Orla Perć………

……. która chodziła za mną od dwóch lat. Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek dojrzeję do tego, że mogłabym przyjść Orlą Percią. Kiedy trzy lata temu pojechałam w Tatry niedługo po mojej operacji, szczytem moich marzeń było wejście na Zawrat. Weszłam na Zawrat i zeszłam po łańcuchach czarnym szlakiem na Halę Gąsienicową. Później były i Rysy i Gerlach, a skoro dałam radę, to Orla Perć zaczęła mi się coraz bardziej materializować. Czytaj dalej

Trolltunga – czyli moja wyprawa na jedną z najbardziej znanych skał Norwegii.

Kiedy w marcu tego roku wróciłam z Norwegii mój syn zadał mi tylko jedno pytanie: „weszłaś na Język Trolla?” Niestety nie weszłam, bo szlaki wysoko w górach w Kraju Trolli otwierane są dopiero w maju. Już wtedy wiedziałam, że kiedyś tam wrócę. Wrócę głównie po to żeby zobaczyć ten kawałek skały.

Nasz wakacyjny pobyt w Norwegii zaplanowałam ze szczegółami, a Język Trolla – to miał być trzeci punkt programu. Niestety pogoda bardzo pokrzyżowała nam plany i musieliśmy je na bieżąco weryfikować, bo wiedziałam, że Trolltungi nie odpuszczę. Czytaj dalej

W górach z dziećmi …..

Temat do którego przymierzałam się już od dawna, ale odkładałam go na później, bo ciągle miałam jakieś nowe przemyślenia. Jednak po moich ostatnich wędrówkach po norweskich górach i po tym co tam zobaczyłam, tekst napisał się praktycznie sam.

Ale znowu zacznę od siebie. Jakiś czas temu widziałam w tatrzańskiej dolinie taki obrazek: mama, tata i dwoje dzieci Czytaj dalej

Norwegia latem, czyli moja druga wizyta w Kraju Trolli i …… na pewno nie ostatnia.

Pierwszy raz odwiedziłam Norwegię pięć miesięcy temu. Była wtedy zima. A na północy była jeszcze większa zima niż w Polsce. Wtedy nie udało mi się zbyt dużo zobaczyć, a ilość śniegu nie dała mi dojechać tam gdzie chciałam. Nie było więc innej opcji, jak powrót do Kraju Trolli latem. W międzyczasie mój syn zrobił listę miejsc, które koniecznie trzeba w Norwegii odwiedzić i zobaczyć. Na pierwszym miejscu oczywiście była Trolltunga…… Czytaj dalej