KRYWAŃ 2495 n.p.m. – czyli moje zrealizowane marzenie.

Od czasu kiedy weszłam na Gerlach, mam jakąś dziwną słabość do gór z krzyżem. Nie wiem dlaczego właśnie Krywań stał się dla mnie kolejnym marzeniem. Może dlatego że ta góra ma dla Słowaków szczególne znaczenie, może dlatego że szlak jest długi i męczący, a może właśnie dlatego że wszystkie zdjęcia które obejrzałam mają w sobie jakąś magię. Piękna panorama Tatr i ten krzyż ….. inny niż wszystkie ….

Czytaj dalej

MOJE TATRY 2018 – na razie powrót w doliny – część II

Po zejściu z Orlej potrzebowałam chwilę żeby odsapnąć. Ulokowałam się w schronisku na samej górze na materacu, ale niestety nie było mi dane żeby odpocząć. Młodzież w drugim końcu poddasza urządziła sobie imprezkę i pomimo że zakopałam się w śpiwór i próbowałam nic nie słyszeć, po prostu się nie dało zdrzemnąć nawet na moment. Trudno. Poszłam więc coś zjeść.

Czytaj dalej

MOJE TATRY – 2018 – czyli zrealizowane marzenia …… – część I

W tym roku mój wyjazd w Tatry stanął pod wielkim znakiem zapytania, ze względu na lipcowe górskie powodzie. Zaplanowałam swój wyjazd dokładnie w czasie kiedy Doliną Roztoki płynął potok, a do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów można było się dostać tylko przez Świstówkę. Trochę mi to nie było po drodze, bo chciałam zatrzymać się na kilka dni w Piątce – skończyć Orlą Perć i pochodzić po okolicznych szlakach. Efekt był tego taki, że wylądowałam w Tatrach w zeszły weekend. Też do końca nie wiedziałam co z tego wyjazdu wyjdzie, bo pogoda w tym roku płata nam straszne figle.

No cóż – jak już wielokrotnie mówiłam, trzeba coś zaplanować, żeby potem móc te plany zmieniać. Czytaj dalej

Stopem przez Europę ….. w 1991 roku. (część 4 – ostatnia)

Po jakimś tygodniu postanowiłyśmy że czas ruszać dalej. Znowu miałyśmy dylemat jechać czy jeszcze zostać, bo nawiązałyśmy kolejne internacjonalne znajomości. Pamiętam, że koło nas rozbiła się para Brytyjczyków, i kolejne wieczory spędzałyśmy na darmowych konwersacjach. Chyba właśnie wtedy na kempingu w Luksemburgu zrozumiałam co oznacza tak naprawdę stwierdzenie że podróże kształcą. Nas na pewno sporo podkształciły i to nie tylko językowo (choć śmiem twierdzić że nasz angielski bardzo się poprawił po tych kilku tygodniach), ale ogólnie nauczyłyśmy się dawać sobie radę w różnych warunkach i sytuacjach i poruszać się po świecie. No i sporo też zobaczyłyśmy.

Czytaj dalej

Stopem przez Europę ….. w 1991 roku. (część 3)

Ten Paryż to był taki kolejny powiew wielkiego świata. Zobaczyłyśmy jak ludzie żyją na zachodzie, w świecie, na który nas, po latach życia w zatęchłej komunie nie było stać. To było cholernie przykre, że żeby kupić sobie puszkę coli musiałyśmy oszczędzać na jedzeniu i na metrze. Choć z drugiej strony byłyśmy trochę do przodu po podróż do Paryża miałyśmy za darmo, więc nie musiałyśmy głodować i mogłyśmy trochę popróbować francuskich serów. Po ponad tygodniu zaczęłyśmy się zastanawiać co dalej. Czytaj dalej

Stopem przez Europę ….. w 1991 roku. (część 2)

Dwa tygodnie szybko minęły i musiałyśmy zastanowić się co dalej. Tak naprawdę to decyzję podjęłyśmy już w Lionie. Wracamy stopem, bo wtedy zaoszczędzimy sporo pieniędzy. Musiałyśmy to tylko jakoś zorganizować. Zaczęłyśmy wszystko rozplanowywać. Pomogło nam w tym kilku chłopaków – Polaków, poznanych w Monaco, którzy jak twierdzili jeździli tylko stopem. Powiedzieli nam że dziewczynom jest zdecydowanie łatwiej złapać okazję tylko musimy schludnie i porządnie wyglądać. No więc klamka zapadła, a wybór co do następnego punktu naszej podróży padł na Paryż, bo tam mieszkali znajomi, znajomych Majki. Musiałyśmy tylko poinformować o tej decyzji Ciotkę i naszych rodziców. Czytaj dalej

Stopem przez Europę ….. w 1991 roku. (część 1)

Kiedy pomyślę sobie o podróży życia, to pomimo faktu że zjechałam już kawał świata i byłam w wielu ciekawych miejscach, zawsze z największym sentymentem wspominam moją podróż po Europie w roku 1991. Osoby w wieku zbliżonym do mojego pewnie pamiętają, że rok 1991 był rokiem kiedy zniesiono wizy na zachód i można było bez ograniczeń ruszać w świat. Co prawda bez ograniczeń to taka trochę przenośnia, bo sporym ograniczeniem były dewizy, a co za tym idzie opłaty za transport, zakwaterowanie no i trzeba było przecież w tych podróżach coś jeść….

Czytaj dalej

MY NIEPEŁNOSPRAWNI ……

Patrzę sobie od jakiegoś czasu na świat który nas otacza i zastanawiam się do czego jeszcze można się posunąć ignorując czy bagatelizując ludzi niepełnosprawnych żyjących w naszym społeczeństwie, żyjących wśród nas. Czy mam prawo wypowiadać się w tej kwestii? Otóż po głębszej analizie, doszłam do wniosku że tak. Dlaczego? Od kilku lat obracam się w środowisku ludzi onkologicznych i w większości są to ludzie niepełnosprawni, więc sporo z nich znam osobiście. Znam ich problemy i trudy codziennego życia. A poza tym, no cóż – sama jestem osobą niepełnosprawną, posiadającą orzeczenie o niepełnosprawności. I choć patrząc na mnie z boku, ani na pierwszy, ani na drugi rzut oka tej mojej niepełnosprawności nie widać, faktem jest że nie jestem osobą w pełni sprawną. Ja to nazywam po swojemu i mówię że jestem sprawna inaczej – cokolwiek to znaczy. A co to znaczy tak naprawdę? tak szczerze, to wiedzą to tylko ci, którzy z tą niepełnosprawnością żyją na co dzień.

Po ponad czterech latach mojego życia „po raku” mogę coś na ten temat powiedzieć.

Czytaj dalej

Czego dowiedziałam się ostatnio u stomatologa ……..

Jako że jestem córką dentysty, już od lat najmłodszych wpajano mi do głowy fakt, że zawsze trzeba dbać o zęby. Bez względu na nasze choroby i różne inne przypadłości, raz na pół roku trzeba pójść do stomatologa. Tak profilaktyczne. No dobrze, jak wszystko jest z naszymi zębami OK, to wystarczy raz na rok ale ważne, żeby to było systematycznie.

Czytaj dalej

Widzieć świat w różowych barwach :)

Łatwo powiedzieć. Z wykonaniem może być już trochę gorzej. . . . . Coraz częściej łapię się na tym, że moja szklanka jest w połowie pusta. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, przecież od bardzo już dawna ta szklanka była do połowy pełna…… Zastanawiam się z czego wynika to moje postrzeganie świata Czytaj dalej