Rehabilitacja – czyli o tym komu są potrzebne ćwiczenia……..(na czas)???

Po każdej operacji potrzebna jest rehabilitacja, o tym wiedzą wszyscy. Nie przypuszczałam, że po mojej operacji ćwiczenia zaczną się już następnego dnia. To były bardzo delikatne ćwiczenia, musiałam po prostu powoli podnosić rękę na tyle na ile mogłam, zginać ją w łokciu no i ćwiczyć dłoń. No i nauczono mnie masowania ręki, całej ręki, ramienia, przedramienia i dłoni. Taki był początek. Później dostałam kijek, który musiałam podnosić trzymając go w prostych rękach, potem było odwodzenie kijka, potem skręty ciała, boksowanie w przód, w górę, tak zwane skrzydełka do przodu, do tyłu i jeszcze kilka różnych ruchów rękami. Ćwiczyłam, uczciwie ćwiczyłam dwa, trzy razy dziennie tyle ile mogłam, żeby nie przedobrzyć. Na początku po kilka minut, potem coraz dłużej.

Mam to szczęście, że jestem tak zwaną osobą aktywną, czyli że przez większość mojego życia sport i aktywność fizyczna w formach różnych zawsze były gdzieś w kręgu moich zainteresowań. Jeszcze na studiach i zanim pojawiły się dzieci – odkryłam ćwiczenia na siłowni. Na Bielanach jakieś dwadzieścia lat temu powstała pierwsza „babska” siłownia – taka tylko dla kobiet. Bardzo lubiłam tam chodzić, bo nie było tego czego doświadczyłam później w innych osirach czy klubach fitness, czyli prężenia muskułów, przez napakowanych facetów, krzyków i sapania przy podnoszeniu sztangi i pokazywania innym ile to ja mogę wycisnąć. W tamtym klubie było cicho, kameralnie. Wszystkie dziewczyny znały się, wspierały i nie rywalizowały ze sobą że któraś może więcej „wycisnąć”. Potem modne były ćwiczenia na sali. Wtedy nazywało to się TBC, cardio, step, ćwiczenia aerobowe, a jeszcze później spinning, fatburning i wiele innych.

Przez pewien czas pojawiła się w moim życiu joga, był czas kiedy trzy razy w tygodniu chodziłam na basen, a całkiem niedawno przez kilka miesięcy tańczyłam salsę – która też daje niezły wycisk. No i moje bieganie, które odkryłam ponad pięć lat temu i które nadal sprawia mi bardzo dużą frajdę.

Chyba to jest tak, że przez te wszystkie lata, kiedy sport przewijał się w moim życiu, nauczyłam się „słuchać” swojego ciała. Wiem gdzie są moje granice, wiem że większego ciężarka już nie mogę podnieć, że kolejnego brzuszka już nie zrobię, kolejnego kilometra nie przebiegnę, kolejnego basenu nie przepłynę, bo po prostu potrzebuję chwili odpoczynku.

W chwili kiedy dostałam mój pooperacyjny zestaw ćwiczeń i instrukcje od Pań Rehabilitantek, że pierwsze ruchy są do granicy bólu i z dnia na dzień powinny być coraz większe, po raz kolejny „nauczyłam się” słuchać swojego ciała, tym razem bardzo zmienionego – asymetrycznego – po operacji.

Wychodząc ze szpitala dostałam też skierowanie na rehabilitację do CO na Ursynowie. Jeszcze w trakcie chemii i moich wizyt na Wawelskiej słyszałam dużo rozmów i opinii na temat rehabilitacji na Ursynowie. Niestety w większości nie były to opinie pozytywne. Jednak nie zważając na to, zapisałam się na turnus rehabilitacji jakieś trzy tygodnie po operacji. Oczywiście przez te trzy tygodnie uczciwie ćwiczyłam dwa razy dziennie, więc Pani Doktor dając mi przydział na ćwiczenia była lekko zdziwiona – „bo pani ma prawie pełen zakres ruchów”. No tak – pomimo lekkiego opuchnięcia pachy i jeszcze świeżych szwów – jak byłam w ubraniu nie było po mnie nic widać.

Po tygodniu o godzinie 8 rano zameldowałam się na Ursynowie na rehabilitację. O godzinie 8.05 przybiegła galopkiem przemiła pani, sprawdziła kto ma jaki przydział, posadziła na krzesełku i ………. kazała ćwiczyć. No cóż – całe życie mnie uczono, że przed JAKIMIKOLWIEK ćwiczeniami robi się rozgrzewkę, nawet minimalną, ale jednak. Po kilku  minutach przerzucono mnie na inne krzesełko i to samo – kazano ćwiczyć, potem były ćwiczenia w pozycji lezącej i dopiero wtedy na moją wyraźną prośbę Pani Rehabilitantka stanęła przy mnie obserwując moje ruchy, patrzyła w jaki sposób wykonuję ćwiczenia. Drugiego dnia było jeszcze gorzej, bo było jeszcze więcej pań i do każdego krzesełka czy łóżka stała kolejka. Miałam wrażenie że wszystkie ćwiczenia wykonujemy na akord.

Nie ukrywam, że była zawiedziona.  Liczyłam, że dzięki tej rehabilitacji coś zyskam, niestety drugiego dnia w tych ćwiczeniach na czas coś mi „pyknęło” pod pachą ……… i więcej już na Ursynów nie pojechałam. Ćwiczyłam w domu, wykonując mój stały zestaw ćwiczeń z kijkiem ze szpitala. Mam w domu drabinkę, mam drążek, mam ławeczkę. Przez drążek przerzuciłam sobie skakankę z uchwytami i w ten sposób powstała imitacja „bloczków” (ćwiczę w ten sposób do dziś, przecierając kolejną skakankę). Zdemontowane gumy z ławeczki służyły mi odwodzenia i przywodzenia ręki, a skakanka również jako dźwignia do podnoszenia ręki. Mogłam w ten sposób ćwiczyć kilka razy dziennie, po kilka minut, tak żeby nie „przedobrzyć’ na jeden raz.

Ćwiczenia na Ursynowie trwały 20 – w porywach do 25 minut, dojazd zajmował mi półtorej godziny w jedną i półtorej godziny w drugą stronę.

Zastanawiam, się komu takie ćwiczenia na akord są potrzebne. Być może starsze panie, których było tam mnóstwo, potrzebują do ćwiczeń towarzystwa innych. Na pewno jest to dla nich jakaś zachęta, może nawet rozrywka, może również forma spędzenia czasu w towarzystwie rówieśniczek, pań z podobnymi problemami. Pewnie również mają trochę więcej czasu do czekania w kolejce na wolny przyrząd. Dla mnie to była strata czasu. Żeby ćwiczyć nie potrzebuję towarzystwa, kogoś kto mnie pilnuje. Potrzebuję dyscypliny i może to jest to o co w tym wszystkim chodzi. Że większość ludzi tej dyscypliny nie ma, a jadąc gdzieś żeby poćwiczyć wymuszamy tę dyscyplinę. To jest chyba tak samo jak z ćwiczeniami w domu. Obiecujemy sobie że już od jutra, już od następnego poniedziałku, jak tylko wcześniej wstanę, zjem śniadanie i tak dalej. Podobnie jest z bieganiem. Znam wielu ludzi, którzy obiecują sobie że już od następnego tygodnia zaczną biegać, jak tylko kupią oddychające koszulki, jak tylko kupią buty. A to porostu wystarczy zacząć. Zacząć biegać. Zacząć ćwiczyć. Na początku kilka minut, chwilę, a potem coraz dłużej. Ale przede wszystkim systematycznie. 😉

Dużym problemem jest też to, że takich miejsc gdzie można poćwiczyć nie ma zbyt dużo. Miejsc gdzie można poćwiczyć pod okiem fachowca, kogoś kto się na ćwiczeniach zna, kto pomoże, wytłumaczy i przypilnuje, że ćwiczenia są wykonywane poprawnie. Miejsc gdzie nie ćwiczy się na czas, bo inni czekają w kolejce. Miejsc gdzie można znaleźć rehabilitantów, którzy poświęcą nam swój czas, swoją uwagę. Dziewczyny po operacji – szczególnie tej radykalnej mają wiele pytań, wiele wątpliwości, zwłaszcza tych dotyczących zwykłego życia, codziennego funkcjonowania. Wtedy bardzo ważna jest pomoc i wskazówki rehabilitanta, ale takiego z prawdziwego zdarzenia, takiego który poświęci nam swój czas, odpowie na wszystkie – często nie najmądrzejsze pytania.

Wiem to, bo sama miałam bardzo dużo pytań. Część z nich zadałam jeszcze w szpitalu. Większą część jednak zadałam bardzo doświadczonej rehabilitantce, która jest moją dobrą koleżanką, więc miałam ten komfort, że mogłam pytać bez zastanawiania się czy pytanie jest mądre czy głupie. Moja inna koleżanka – tym razem kosmetyczka – wytłumaczyła mi z jakich zabiegów mogę korzystać, a jakie są mi zakazane. To jest wiedza, którą zdobywany przy okazji, a to wszystko powinno być tłumaczone kompleksowo, właśnie na początku rehabilitacji, właśnie wtedy kiedy uczymy się życia. Nowego życia, które na początku potrafi być bardzo trudne, i w którym nie zawsze potrafimy się odnaleźć.

Trzeba szukać na własną rękę miejsc, gdzie można dostać taką pomoc. Na szczęście jest wiele fundacji, które organizują spotkania czy warsztaty. W takich miejscach można uzyskać wsparcie na wielu płaszczyznach np. z zakresu rehabilitacji, nauki dbania o siebie po operacji, czy pielęgnacji po naświetlaniach. Organizowane są też najróżniejsze grupy wsparcia, gdzie można spotkać się z psychologiem, czy po prostu porozmawiać, albo podzielić się własnymi doświadczeniami. Tylko że najpierw trzeba trochę poszukać żeby znaleźć informacje, że takie fundacje są i ludzie z nimi związani służą swoją pomocą, wiedzą i doświadczeniem.

I oby takich miejsc z takimi ludźmi było jak najwięcej. 🙂

rehabilitacja

5 myśli nt. „Rehabilitacja – czyli o tym komu są potrzebne ćwiczenia……..(na czas)???

  1. Przypadkiem, dziś natrafiłam na ten blog. I kolejny wpis, który całkowicie oddaje moje własne odczucia. Sama ćwiczę, ruszam się, pilnuję własnej kondycji. W moim CO wszystko jest na czas, byle jak. Czuję się tam intruzem. Szkoda tylko czasu i paliwa na dojazdy przez zatłoczone miasto.
    Zupełnie inne jest podejście gdy masażysta przyjdzie odpłatnie…… Szkoda, ale co zrobić?

    • Hmmmm, cóż takie życie, ale same też możemy pomóc sobie stanąć na nogi. I świetnie to robimy. Trzymam za Ciebie kciuki i serdecznie pozdrawiam 😉

  2. dobre… takie problemy dotyczą wszelkiej maści ćwiczeń. jeden fizjo na 20osob to norma. Najlepsze jak usłyszałam za 1spotkaniem
    -Ale jak to pani nie wie jaki jest zestaw ćwiczeń?
    -Ano nie wiem-pierwszy raz jestem.
    -Serio? A mnie się wydawało ze juz pani tu byla.
    Kolejny dzień,inny fizjo i… ten sam tekst. Jebs… Nigdy więcej.

  3. Drogie Panie, nie tylko pacjenci mają problemy z dotarciem do kompleksowej rehabilitacji. Jestem masażystą który zajmuje się kompleksową rehabilitacją po mastektomii, proponując wsparcie ośrodkom onkologicznym natrafiam na odmowę ze względów – „NFZ nie finansuje my nie wykonujemy”. Kluby Amazonek-” nie mamy pieniędzy nie finansujemy rehabilitacji „.
    Bardzo pozytywny artykuł, kochani słuchajcie swojego ciała i szukajcie, drążcie, pytajcie są wśród rehabilitantów osoby, które Wam pomogą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *