DRENAŻ LIMFATYCZNY – co to właściwie jest i na czym on polega?

Słyszałyśmy ten zwrot wiele razy, ale co to właściwie jest ten drenaż limfatyczny? Słyszałam o drenażu dużo, o tym jaki jest ważny kiedy puchnie ręka, o tym, że powinien go robić ktoś, kto naprawdę jest fachowcem i na tym się zna. Drenaż – może ze względu na taką twardą i mocną nazwę kojarzył mi się z takim silnym uciskiem, z masażem wykonywanym z dużą siłą, no bo przecież trzeba udrożnić przepływ limfy i „przepychać” ją dalej. Tak to widziałam, ale rzeczywistość okazała się być zupełnie inna.

Jakieś pól roku po zakończeniu leczenia na przełomie listopada i grudnia 2014 roku, zauważyłam że z moją ręką coś się dzieje. Takim momentem, który naprawdę mnie zaniepokoił było to, kiedy zauważyłam odciśnięte szwy na przedramieniu, gdy zdejmowałam bluzkę z bardzo przylegającymi rękawami. Zaczęłam mocno dotykać przedramię i odcisk kciuka zostawał…….

Na początku grudnia miałam wizytę u mojej Pani Doktor. Jej też ta ręka się nie podobała. Nie potrafiłam powiedzieć z czego to wynikało. Być może zaniedbałam ćwiczenia, za mało czasu poświęcałam na masaż, czy może po prostu trochę osiadłam na laurach w tym moim „dbaniu” o rękę i jej pielęgnowaniu. Odmówiłam skierowania na rehabilitację w CO, bo musiałabym czekać dwa, trzy, a może nawet cztery tygodnie, a poza tym jakość tych zabiegów po moich poprzednich doświadczeniach – naprawdę pozostawia wiele do życzenia. Ja potrzebowałam kogoś, kto poświęci mi trochę czasu i zrobi to dobrze, a nie na czas, bo inni czekają w kolejce. Moja Pani Doktor poleciła mi tylko, żebym znalazła kogoś kto ma uprawnienia i praktykę jeżeli chodzi o drenaż ręki w takim przypadku jak w moim – czyli po mastektomii radykalnej z usunięciem prawie wszystkich węzłów.

Usiałam do komputera i zaczęłam szukać. Znalazłam kilka miejsc, ale gdzieś na drugim końcu miasta, a bardziej zależało mi na tym żeby nie jeździć pół dnia, tylko żeby to było w miarę blisko. W ten sposób trafiłam do Kliniki Rehabilitacji FIZJOMAX na Żoliborzu. Ceny były przyzwoite, czyli podobne do tego co znalazłam w innych miejscach, więc wybrałam się tam na rekonesans. Okazało się że drenaż limfatyczny robi tam przemiła Pani Aneta z dość sporym doświadczeniem w tej dziedzinie, ponieważ pracuje Ona również w Instytucie Reumatologii. Zaryzykowałam i umówiłam się na wizytę za dwa dni. Jak później okazało się była to bardzo dobra decyzja.

Drenaż limfatyczny to masaż specyficzny, bo bardzo delikatny. Właściwie to nie jest masaż tylko takie „głaskanie”. To długie ruchy i wcale nie skoncentrowane tylko na tej „chorej” stronie ciała. Drenaż zaczyna się od strony „zdrowej”, po to żeby opróżnić węzły z limfy, aby można było do nich „przepchnąć” limfę z tej spuchniętej kończyny. W przypadku drenażu ręki, masuje się po kolei: szyję, kark, rękę „zdrową”, dekolt, brzuch i klatkę piersiową, a dopiero później rękę „chorą”. Oczywiście zaczyna się od barku, ramienia, potem przedramię i dłoń. Najpierw ręka leży, potem jest w pozycji pionowej, potem odwiedziona od ciała, potem znowu leży wzdłuż ciała, a na końcu pracuje się z samą dłonią. Śródręcze, palce, wierzch i środek dłoni. A na samym końcu, znowu rozluźnia się całe ciało, jako takie wykończenie drenażu. Dla mnie było to zupełnie nowe doświadczenie i przyznam się szczerze, że oczekiwałam czegoś trochę innego. Podczas kolejnych wizyt zaczęłam coraz więcej z Panią Anetą rozmawiać, i o drenażu – o tym na czym on polega i jak te ruchu udrażniające przepływ limfy powinny być wykonywane. Przy każdej kolejnej wizycie Pani Aneta pytała mnie czy widzę jakąś zmianę, czy nie jest gorzej, czy ręka nie puchnie bardziej. Podobno takie reakcje też się zdarzają, a dobry rehabilitant powinien bardzo na to zwracać uwagę. W moim przypadku gorzej nie było, a po trzech zabiegach zauważyłam że opuchlizna zmniejsza się. Przychodziłam na zabiegi w odstępach 2 – 3 dniowych, więc mniej więcej po 10 dniach zauważyłam mniejszy obrzęk. Również przez cały czas ćwiczyłam w domu, a jeżeli nie ćwiczyłam, to biegałam. W trakcie biegania pracuje całe ciało, a jak usłyszałam równie obręcz barkowa, więc gdy ja biegałam, moja ręka również „ćwiczyła”. Codziennie więc starałam się tej mojej łapce serwować jakiś ruch, jakieś ćwiczenia, ale również masaże – tylko że masaże były w te dni bez drenażu.

U Pani Anety wzięłam w sumie 10 zabiegów. I tyle mi wystarczyło. Moja rehabilitacja trwała miesiąc, a skutki jej odczuwam do tej pory. Ręka nie puchnie, a ja pilnuję regularnych automasaży, ćwiczeń, rozluźniania, machania, potrząsania i tego typu podobnych rzeczy. I jeszcze jedna ważna sprawa. Poszłam na rehabilitację – z tak naprawdę ledwo widocznym obrzękiem. To znaczy ja go widziałam, a raczej bardziej go czułam i ktoś kto zna się na tym też ten obrzęk widział. Osoby postronne nie widziały że moja prawa ręka jest większa. Już pod koniec moich zabiegów, kiedy opuchlizna zeszła prawie w całości, usłyszałam od Pani Anety, że chciałaby aby wszystkie Jej pacjentki trafiały do Niej w takim stanie jak ja, bo w takim przypadku po krótkim czasie widać duże efekty. Niestety większość pań przychodzi na rehabilitację, gdy opuchlizna jest już dość spora, a wtedy dużo trudniej jest z nią pracować. I często po prostu nie da się jej całkowicie zlikwidować, albo proces ten jest żmudny i długotrwały. Często też zdarza się, że kobiety po prostu sobie „odpuszczają” – a tak nie wolno.

A teraz wnioski. Dziewczyny, jeżeli zauważycie, że ręka choć trochę zaczyna puchnąć, to jest to znak, że należy znaleźć dobrego rehabilitanta, a nie szukać wymówek, że to jeszcze nie jest ten moment. Bardzo łatwo jest ten „właściwy” moment przegapić, a wtedy…….. – nie będę kończyć, bo w CO widziałam stanowczo za dużo kobiet z rękami jak balony. A ja tak nie chcę i żadnej z Was tego nie życzę. Więc marsz na drenaż jeżeli zauważycie, że ręka zaczyna wyglądać inaczej niż powinna.

content_drenaz_limfatyczny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *